Dziś kolejny dzień na pięknej wyspie Nosy Be. Postanowiłyśmy wybrać się na wycieczkę na wyspę lemurów Nosy Komba i to był strzał w dziesiątkę.
Wycieczka rozpoczęła się wcześnie rano, niestety z uwagi na odpływ nie dało się na nią dopłynąć z hotelowej plaży, więc musiałyśmy dojechać do innego portu oddalonego 40 minut od naszego hotelu. Po znalezieniu wygodnego miejsca na szybkiej łodzi czekałyśmy cierpliwie na dalsze etapy naszej przygody.
Na wyspie żyje 7 gatunków lemurów, my będziemy oglądać 2 rude i czarne, te najbardziej znane „króle Juliany” nie należą do najbardziej przyjemnych więc ciężko je spotkać a tym bardziej nakarmić z ręki co było w planach.
Nosy Komba to niewielka wysepka gdzie stworzony został rezerwat lemurów i innych zwierzaków żyjących na wyspach. Lokalni mieszkańcy bardzo dbają o to żeby cały ośrodek był zadbany, lemury bezpieczne i szczęśliwe bo jak wiadomo szczęśliwy lemur to współpracujący z przewodnikami lemur a za tym idzie kasa od turystów 😉.
W trakcie wycieczki wspinałyśmy się pomiędzy tropikalnej roślinności na niewielkie wzniesienie na którego szczycie był taras widokowy. Lemury radośnie skakały dookoła wabione bananami przez przewodników. Wspinały się na ramiona i skakały po głowach roześmianej gawiedzi turystów. Tosia początkowo zainteresowana gdy tylko miała możliwość nakarmienia tego puchatka przestraszyła się że ją podrapie i uciekała. I tutaj komentarz lemury nie mają pazurków, mają tylko takie długie puchate paluszki z poduszeczkami, więc ich dotyk jest bardzo przyjemny. Są jednak niezwykle szybkie, wskakują na plecy, zabierają banana i uciekają do kolejnej „bananowej ofiary”. Po kilku próbach zrobienia Tosi fotki pojawił się atak złości że tylko jej nie wychodzi , a mama to już go miała na głowie i jak mogłam … wlazł sam to wyjścia nie było 😅. Mój mały terrorysta przez chwilę był obrażony złoszcząc się też na innych (w tym na same bananowe żarłoczki) że jej nic się nie udaje i wycieczka jest okropna. Jak to bywa w przypadkach buntów dzieci, tak szybko jak się pojawiają to mijają i lokalsi widząc jej łzy przeplatane krzykami zaczęli nawoływać lemury i oddawać Tośce banany. Nagle zaczął się armagedon, stado ogoniastych skoczyło na moje niczego nieświadome dziecko i czekałam już tylko na kolejną aferę ale na szczęście było inaczej. Tosia przeszczęśliwa stwierdziła że lemury poznały się na niej, nie lubią już innych i teraz ona jest najfajniejsza… bardzo wychowawcza lekcja … jak nie będą jej lubić w szkole mama kupi pudełko lizaków i stwierdzimy że dzieci się wcześniej na niej nie poznały 🤣🤪.
Podczas wycieczki można było oglądać też różne rodzaje ogromnych żółwi oraz węży. Tosiak po pierwszych przygodach z „nieznającymi się” lemurami bardzo chętnie podchodziła i dotykała każdego ze zwierzaków.
Kolejnymi punktami naszej wycieczki były wysepki Nosy Tanikely i Nosy Sakatia gdzie można było snoorkować oraz pochodzić po urokliwych plażach. Do hotelu wróciłyśmy wieczorem zmęczone ale szczęśliwe, Tosia stwierdziła że to była najlepsza wyprawa w jej życiu i chyba trudno o lepszy komplement od dziecka ☺️.












Komentarze
Prześlij komentarz