Dziś mój ranny ptaszek wstał o godzinie 6 czasu lokalnego domagając się szybkiego wyjścia na plażę 😂. O 6 było jeszcze ciemno więc tylko to powstrzymało ją od pakowania kostiumów i ręczników. Przystąpiła więc do eksploracji naszego „wakacyjnego domku” po przejrzeniu wszystkich zakamarków, odnalezieniu szuflady która będzie odpowiednim domkiem dla jej zabawek, stwierdziła zadowolona „ mamo, na szczęście dziś już mi się ten domek bardziej podoba możemy w nim zostać”. Ufff 😁.
Zaskoczenie dla mamy stanowiło odkrycie, że w hotelu jednak nie ma ciepłej wody, wczoraj wieczorem zrzuciłam to na porę i liczbę turystów dziś rano przekonując się, że jednak nie był to chwilowy brak. Pozostaje wygrzać się mocno na słońcu przed kąpielą i wtedy doceni się zimną wodę 😉.
Chwilę po 7 byłyśmy na śniadaniu, Toska jak nigdy zjadła wszystko bez marudzenia i zapiła pysznym chocolate caliente (5 razy prosiła, żeby jej powtórzyć jak to się mówi żeby mogła następnym razem sama zamówić sobie kakałko). Śniadanie ogólnie nie różniło się niczym w tego typu ośrodkach, jajka, omlety, wybór słodkości, wędlin serów i oczywiście gofry i pancake’i. Mi zasmakowały najbardziej przesłodkie i soczyste owoce - papaya i ananas były tak pysze, że można się było by nimi smarować 😜.
Po śniadaniu postanowiłyśmy zwiedzić trochę okolice. Hotel jest ogromny, całość otoczona jest przepięknym palmowym ogrodem i betonowym murem ze strażnikami uzbrojonymi w broń, można się poczuć swojsko jak przy naszej wschodniej granicy 😜. Republika Dominikany jest bardzo biednym krajem dlatego jest to dość powszechne w kurortach celem zapewnienia bezpieczeństwa turystom.
Na przedzie hotelu znajduje się kompleks basenowy oraz dojście na piękną plażę, dziś niestety nie udało nam się wykąpać z uwagi na duży wiatr i tym samym fale ale udało się skonstruować kilka piaskowych budowli i pobiegać po brzegu uciekając przed zmoczeniem butów - mama przegrała próbując zrobić fajne zdjęcie 😁.
Cały dzień spędziłyśmy na zabawach grzejąc się w Dominikańskim słońcu, które jest zdradliwe, bo jak zawsze Tosię wysmarowałam po paluszki u palców nóg zapominając o swoich ramionach co skończyło się w wiadomy sposób 😬.
Dziś wieczorem w hotelowych restauracjach były organizowane także uroczyste kolację świąteczne oraz dużo atrakcji muzyczno-tanecznych, tego niestety nie będzie nam dane zobaczyć gdyż wymęczona słonecznymi zabawami mała podróżniczka po zaniesieniu jej na kolację wypiciu szklanki wody stwierdziła, że „wyczerpały jej się baterie”. Mama dzielnie więc zaniosła ją z powrotem do pokoju hotelowego i jak nigdy moje dziecię zasnęło od przyłożenia głowy do poduszki ☺️. Dobrze, że chociaż udało się dwie krewetki zjeść w biegu 😜.
Może nie była to typowa kolacja wigilijna, ale patrząc teraz na nią śpiąca obok z uśmiechem na twarzy nie potrzeba mi nic więcej, najważniejsze że jesteśmy razem 😍.













Komentarze
Prześlij komentarz