Zanzibar powitał nas piękną pogodą. Aktualnie panuje tutaj zima, więc słońce nie jest tak dokuczliwe.
Dzień po męczącej podróży postanowiłyśmy spędzić na chilloucie. Hotel w którym się zatrzymałyśmy jest niewielkich rozmiarów, położony pośród urokliwego ogrodu tropikalnego nad samym brzegiem oceanu. Ogród porastają różnego rodzaju palmy w tym kokosowe (przy większym wietrze trzeba uważać na głowę 🤪), pandany, hibiskusy, bambusy, baobaby istny raj dla miłośników roślin. Wystrój całego ośrodka w stylu iście afrykańskim z dachami pokrytymi liśćmi palmowymi, ścianami okrytymi gliną i pomalowanymi na biało oraz drewnianymi maskami porozwieszanymi na ścianach.
Pierwszy dzień pobytu minął nam na zwiedzaniu ośrodka i odpoczynku po długiej podróży. Biegałyśmy po plaży i zbierałyśmy kolorowe muszelki, żeby wieczorem odpocząć i przygotować się na kolejne zanzibarskie przygody.
Wieczór upłynął pod znakiem występów masajskich i tutaj trochę ciekawostek. Masajowie głowie spotykani są w Tanzanii kontynentalnej, na wyspę Zanzibar przypływają w poszukiwaniu lepszego życia, ponieważ w Afryce jest dość ciężko. Średnia zarobków to 120 dolarów miesięcznie, za które trzeba wyżywić rodzinę.
Masajowie wierzą w Boga nazywanego Engai, zszedł podobno na ziemię ze stadem krów, dlatego odgrywają one u nich bardzo ważną rolę. Każdy z Masajów ma kilka krów które w ciągu życia stanowią część rodziny. Nie jest to jednak święte zwierzę jak w Indiach, które trzeba czcić i nie można zabijać, jedzą wołowinę i jednym z ulubionych napojów jest świeża krowia krew, czasami z dodatkiem mleka. Jest ona upuszczana z żywego zwierzęcia podczas oficjalnych rytuałów i wypijana przez członków plemienia jako napój zapewniający dostatek i długie życie. Masajowie mogą mieć po kilka żon, każda z nich jest wykupowana od rodziców za krowy, im ładniejsza tym więcej świętych zwierząt jest warta. Średnia wartość za nową żonę jaką musi zapłacić kawaler to 12 krów, które wzbogacają majątek jej ojca. Każda z tych dziewczyn po zamążpójściu powinna zbudować dla swojego masajskiejgo męża dom, zwykle z patyków, gliny oraz krowiego łaknja. Prawdziwy masajski wojownik ma kilka domów, które zmienia co moc, żeby żadna z jego oblubienic nie poczuła się pominięta.
Masajowie dodatkowo są obrzezani, zarówno kobiety jak i mężczyźni. Rytuał ten następuje niestety bardzo późno, ponieważ około 12-23 r.ż. Dlatego jest bardzo niebezpieczny i bolesny, dużo młodych ludzi niestety z uwagi na połowę warunki zabiegu umiera z męczarniach, jednak jak to i w religii katolickiej tłumaczy się to brutalnym stwierdzeniem „bóg tak chciał”….
Pochówek, myślę że warto o tym wspomnieć, nie istnieje coś takiego. Ciało człowieka po śmierci pozostawiane jest w lesie na pożarcie hien i innych stworzeń padlinożernych, jeżeli nie jest ono skonsumowane na bieżąco, oznacza to , że osoba ta była zła, i jest to kara ich boga mająca na celu odpokutowanie złych uczynków w ciągu życia … straszne to przykre o brutalne ale niestety taka mają kulturę propagowaną przez potomnych.
Masajowie trochę przypominają mi nasze cygańskie obory wędrowne, podróżujące od wsi do wsi i kradnące kurczaki i inne wiejskie zwierzęta uznając że to im się po prostu należy. Podobno z uwagi na religię, twierdzą że każda krowa stąpająca po ziemi jest darem a zarazem własnością ich Boga i w każdym momencie mogą ją sobie „przysposobić” nie informując właściciela. Więc jeżeli macie krowy i Masaja w pobliżu, uważajcie 😂😂😂.
Kolejny dzień też spędziłyśmy na plażowaniu, postanowiłyśmy jednak udać się na wyprawę lokalną łodzią zwaną ngealawa na poszukiwanie rozgwiazd i innych morskich stworzeń. Jest to nic innego jak drewniana dłubanka z pływakami bocznymi wyposażona w żagiel z prześcieradła. Trochę ryzykowne , ale skoro już tu jesteśmy postanowiłyśmy zobaczyć jak to jest.
Wiatr rzucał łódkę po falach, lokalni przewodnicy próbowali ją okiełznać co jakiś czas wylewając zbierającą się w niej wodę z różnym skutkiem. Ogólnie doświadczenie warte przeżycia, ale jeżeli ktoś liczy, że można z niej snoorkowac to muszę wyprowadzić go z błędu. Wody Zanzibaru, pomimo turkusowego koloru są ubogie w oceaniczne stworzenia, jedyne co można było dostrzec to rozgwiazdy, wrzucane hurtowo do łódeczki przez przewodników oraz jeżowce, których jest pełno na dnie i trzeba naprawdę uważać żeby na nie nie nadepnąć. Poza tym jest dość ubogo, pojedyncze rybki w różnych odcieniach szarości, brak raf a jedynie sporo morskiej trawy. Planowałam nurkować, ale biorąc pod uwagę atrakcje jakie może mi zapewnić ocean chyba odpuszczę 😉. W kolejnym dniu planujemy wycieczkę do Stone Town, ale to już w następnym wpisie.















Komentarze
Prześlij komentarz